WYSZOGRÓD – PŁOCK, 29 sierpień 2013

WYSZOGRÓD – PŁOCK, 29 sierpień 2013- jedenasty dzień rejsu Świętokrzyskiego Bździela.
Jak trudno było się pożegnać z Wyszogrodem i ludźmi, którzy tak życzliwie nas przyjmowali już pisałem i chciało by się pisać o tym dalej. Ale cóż Bździel nasz płynie dalej więc chcąc czy nie muszę dalej zgodnie z nurtem Wisły kontynuować moją krótką relację. Przyjazne nabrzeże Wyszogrodu nad Wisłą zniknęło już za nami i czas wrócić do tego co dzieje się na pokładzie Bździela i nie tylko. Dziś załoga robi pewien eksperyment. Kapitan podejmuje decyzję o przekazaniu sterów Bździela w ręce doskonale spisującej się załodze numer 2. Za sterami staje Jarek Janota a bosman-uje mu Paweł Puchała i Piotrek Idziak. Kapitan wskakuje na „przodówkę” i razem z Leszkiem Idziakiem sprawdzają tor wodny przed Bździelem. Jak pokazuje pozostała cześć dnia takie rozwiązanie spisuje się doskonale. W ramach załogi mamy możliwość posmakowania różnych obowiązków i cały czas uczymy się czegoś nowego. Pogoda jest piękna, słoneczny dzień praktycznie bez wiatru. Zaliczamy tylko jedno lądowanie na mieliźnie ale szybko wspólnie spychamy Bździela i dalej płyniemy z nurtem Wisły HEJJJ !
Na około półtora godziny przed Płockiem spotykamy się z łodzią (Straży Pożarnej Orlen Płock na pokładzie której jest też Andrzej z WOPR Płock), która wypłynęła nam na przeciw z Płocka. Szybko nawiązujemy kontakt i nowe znajomości, Super Chłopaki !
W okolicy Płocka tak jak planowaliśmy jesteśmy przed czasem. I tu znów powtórka z cumowania na Wiśle, odpalamy grila na pokładzie Bździela, Piotrek i Leszek znów nie zawodzą przygotowując super obiad na Wiśle w poszerzonym gronie. Atmosferę luzu i odprężenia widać na twarzy wszystkich. Przysmaki z pokładowej kuchni smakują „jak w ten czas” także naszym gościom. Dostajemy sygnał od Adama, że czas ruszać aby zameldować się na czas w Płocku. W eskorcie łodzi Straży Pożarnej Orlen z Płocka wpływamy do Portu Płock. I tu małe zaskoczenie. Płock to jedno z większych miast na trasie rejsu Bździela. Na brzegu grupka kilku ludzi oczekuje na nasze przybycie. W zanadrzu mamy plan „B” na Płock. Od początku planowania rejsu i w jego trakcie odcinek, który czekał nas do pokonania w dniu jutrzejszym (Płock-Włocławek) mógł przysporzyć nam najwięcej kłopotów w czasie całego rejsu. Chodzi o pokonanie Jeziora Włocławskiego, czyli Wisły na odcinku Płock-Włocławek, która na tym odcinku dochodzi nawet do 3 km. szerokości (najszersza Wisła w całym jej biegu). Przy tej powierzchni wody, lokalnym ukształtowaniom terenu (skłonność do występowania silnych wiatrów) i wysokiej fali (nawet do 2,5 wysokości) nasz dzielny Bździel i jego załoga mogła trafić przy braku szczęścia na bardzo trudne warunki. Dlatego sprawdzam przed Płockiem prognozę pogody na dzień jutrzejszy z Marcinem Wilczyńskim. Prognoza jest optymistyczna, ale jak to na wodzie bywa, pogoda lubi bardzo zmienną być… Więc plan „B” na Płock zakładał po zakończeniu części oficjalnej pobytu Bździela w Płocku wyruszenie jeszcze przed wieczorem w kierunku Włocławka, aby skrócić dystans jaki mamy do pokonania w dniu jutrzejszym. Z racji, iż jak się później okazało problemów z lokalnym przekazem informacji w Płocku dotyczącym miejsca cumowania Bździela przybyła tylko garstka ludzi, po zakończeniu krótkiej części oficjalnej i skorzystania z prysznica załoga przygotowuje się do kontynuowania rejsu w dniu dzisiejszym. Punkt docelowy: Nowy Duninów, dystans 17 km. Chłopaki z Straży Pożarnej Orlen w Płocku oraz Andrzej z WOPR Płock, bezinteresownie i po godzinach pracy deklarują dalszą eskortę Bździela do Nowego Duninowa, wiemy, żę chcąc tam dziś dopłynąć przynajmniej ostatnią godzinę będziemy płynąc w ciemnościach. Planujemy rzucić cumy w Płocku o 18:30. Dosłownie kilka minut przed odejściem z Portu Płock, Paweł Puchała otrzymuje smutną informację. Musi jak najszybciej wracać do Pińczowa, ważne sprawy zawodowe. Konsternacja wśród załogi. Wszyscy maja świadomość, że tracimy bardzo ocnego członka załogi. Krótka wspólna rozmowa. Działamy. Telefon do Adama Ochwanowskiego, „Adam, Paweł musidziś o 22:35 złapać pociąg w Warszawie” Adam zawraca samochód serwisowy Bździela z drogi do Włocławka. Podejmują już po naszym odpłynięciu Pawła i na czas dostarczają na pociąg. Bździel w asyście Chłopków ze Straży Pożarnej Orlen z Płocka ( w sumie 4 osoby) i wypasionej łodzi MarinaTech z 200 KM silnikiem Yamaha, burta w burtę eskortują nas do Nowego Dunina. Słońce coraz niżej, w końcu jego piękny zachód. Trwają przyjacielskie rozmowy, kuchnia serwuje gorącą kawę i herbatę. W międzyczasie podpływają ludzie na łodziach, robią zdjęcia, wchodzą na pokład Bździela. Zapada zmrok. Rybaków rozstawiających sieci na Wisle coraz więcej. Mamy zapalone wszystkie światła włącznie ze szperaczami MarinTech-a. Nagle, dzieje się coś dziwnego. Szarańcza „Jonków” przypuszcza na nas atak. Owady tzw. lokalnie „Jonki”, które żyją tylko jeden dzień i po swoich jednodniowych godach umierają atakują nas jak wściekłe. Od ich mnogości nie idzie się opędzić i nic nie widać. W tych warunkach zbliżamy sie do wejścia do małego portu w Nowym Duninie. Brak oświetlenia. Ciężko się jest nam połapać jak wygląda wejście do portu. Ktoś z brzegu daje znaki światłem, nawołuje udzielając wskazówek jak wejść do portu. „Jonki” wciąż nas ostro atakują. W końcu bezpieczne cumujemy w porcie. Super chwila. Udało sie bezpiecznie dotrzeć. Dystans do przepłynięcia w dniu jutrzejszym odcinak o wielkiej niewiadomej skrócony. Plan wykonany. Jesteśmy z siebie naprawdę zadowoleni. Po zacumowaniu w mgnieniu oka nasza pokładowa kuchnia rusza w ruch. Jak zwykle Piotrek i Leszek stają na wysokości zadania. Jemy wspólna kolację z Chłopakami z Płocka. Przed nimi jeszcze droga powrotna nocą po Wiśle do Płocka. Odpływają o 22:30. Przed ich odpłynięciem mamy jeszcze nocne odwiedziny grupy lokalnych mieszkańców, którzy dowiedzieli się o przybyciu Bździela. Nikomu kto chce zobaczyć jak Świętokrzyski Bździel wygląda nie odmawiamy. Przed północą załoga ląduje na pięterku Bździela. Pora spać. Jutro zaczynamy o 5 rano. Dmuchamy na zimne. Chcemy uniknąć walki Bździela z wiatrem na Jeziorze Włocławskim. Jutro przed nami ostatni rejs Bździela po Wisle w 2013 roku. Cel jest już bardzo blisko. Zobaczymy co przyniesie nam ten dzień.
Pozdrawiam
Piotrek Siemiński