Wyszogród 27 sierpień 2013, 10-ty dzień rejsu.

Zakroczym – Wyszogród 27 sierpień 2013, 10-ty dzień rejsu. Wczesny poranek w Zakroczymiu wita nas piękną słoneczną pogodą. Załoga krząta się od samego rana przygotowując Bździela do kolejnego dnia rejsu. Z naszej pokładowej kuchni obsługiwanej przez Piotra i Leszka Idziak unoszą się smakowite zapachy. Gorąca kawa ląduje na stole. Tylko kapitan nie wiedzieć czemu pozwala sobie na dłuższą drzemkę. Współpraca w załodze funkcjonuje jak dobrze naoliwiona maszyna. Wspólne śniadanie w miłej atmosferze tworzy dobry klimat na resztę dnia. Kilka minut po ósmej rano odbijamy i żegnamy gościnny Zakroczym. Jeżeli w przyszłości będzie tylko taka możliwość to na pewno zawitamy w to urokliwe miejsce a o gościnie jaką nam tu zgotowano nigdy nie zapomnimy. Plan rejsu na ten dzień jest prosty. Jak najszybciej to możliwe dopłynąć w okolice Wyszogrodu i zameldować się na czas-godzina 15:00. Wiemy, że nasz „krajan” z Pińczowa oraz niegdyś członek Klubu Kon Tiki, Jurek Żelichowski czeka tam na nas. Dzień jest piękny, rejs po Wiśle, w której z kilometra na kilometr jest coraz więcej wody jest prawdziwą przyjemnością. 10 kilometrów przed Wyszogrodem dopływa do nas łódź motorowa z Wyszogrodu i ostatni odcinek pokonujemy wspólnie. O godzinie 12:30 bez żadnych przygód dopływamy 2 kilometry od Wyszogrodu. Na środku szerokiej już Wisły rzucamy kotwice. Czas na relaks i obiad. Pokładowa kuchnia pod dowództwem Piotra i Leszka rusza w ruch. Na środku Wisły przy pięknej słonecznej pogodzie serwowane są karkówka i boczek z grila, paluchy lizać. Po prostu Bomba. W trakcie naszego kotwiczenia na Wiśle zrywa się mocny wiatr. Jest na tyle mocny, że kotwicząc pod prąd w nurcie Wisły wiatr i nurt rzeki zaczyna nas spychać. Podnosimy kotwice i podpływamy w zaciszne miejsce i cumujemy przy brzegu. Czasu mamy wciąż wiele. Załoga rozchodzi się po brzegu. Opalanie, łapanie ryb, co kto lubi. Pełna sjesta. Niesłabnący mocny wiatr wymusza na nas omówienie wariantów podejścia do cumowania w Zakroczymiu. Odbijamy od brzegu po 30 minutach podpływamy w miejsce cumowania w Zakroczymiu, badamy teren. Na brzegu czkają już na nas ludzie z Wyszogrodu, regionalny zespół gra i tańczy. Adam Ochwanowski nasz koordynator rejsu z brzegu daje sygnał do cumowania. Podchodzimy do kamienistego brzegu w nietypowy sposób. Silny wiatr i nurt rzeki powodują, iż chcąc płynąć pod prąd stoimy w miejscu lub nawet się cofamy. Podchodzimy więc lewą burtą pod prąd ma kotwicach pozwalając się w sposób kontrolowany ściągać prądowi rzeki w stronę brzegu. w czasie tego manewru jedna z kotwic zaczepia się mocno i musimy zrzucić cumę z tej kotwicy do rzeki mając nadzieję, że podejmiemy ją z mocnego nurtu rzeki później. Dobijamy do brzegu witamy gospodarzy Wyszogrodu i przybyłe osoby chlebem wypieczonym z mąki zmielonej na pokładzie naszego Bździela. Witani jesteśmy z najwyższymi honorami, załoga Bździela tańczy wraz z lokalnym zespołem regionalnym. Wreszcie witamy się z Jurekim Żelichowskim, łza się trochę w oku kręci. Zapraszamy na pokład Bździela, mielimy wspólnie mąkę, ludzie robią zdjęcia, oglądają nasz „wynalazek”, co niektórzy podpatrują jak można takie ustrojstwo zrobić. Potem zaproszeni jesteśmy na poczęstunek i spotkanie z lokalnymi władzami. Po zakończeniu oficjalnej części zapraszamy chętnych na pokład Bździela i tam dalej kontynuujemy biesiadę w trakcie której podpływa do nas para ludzi płynących swoją łodzią w górę rzeki do Warszawy. zapraszamy ich na pokład, częstujemy i gościmy. Wspólna biesiada na pokładzie Bździela trwa do późna. Atmosfera jest wspaniała, pogoda dopisuje, jest ciepły letni wieczór. Z Jurkiem Żelichowskim wspominamy Pińczów i dawne czasy w Klubie. Miło jest również widzieć jak cała załoga podejmuje gości i mimo zabawy pełni w odpowiedzialny sposób rolę gospodarza. Wszystko jest jak należy. W końcu kończymy wspólna biesiadę, przed nami krótka noc. Przed siódmą rano cała załoga ostro haruje nad przygotowaniem Bździela do kolejnego dnia rejsu. Przed ósmą rano pojawia się Jurek Żelichowski, chce nas pożegnać. Jemy wspólne sniadanie na pokładzie Bździela. Otrzymujemy od Jurka prezenty. Jest nam bardzo miło i trudno to opisać co w takich chwilach się czuje. Odbijamy z Wyszogrodu, dajemy długi sygnał. z brzegu żegna nas liczna grupa ludzi. Odpływamy z Wyszogrodu choć tak naprawdę chciało by się tu zostać na dłużej. Dziękuję serdecznie Jurkowi Żelichowskiemu, lokalnym władzom oraz wszystkim mieszkańcom Wyszogrodu za tak gościnne przyjęcie. Napewno któregoś dnia Nurt Wisły znów nas tu przyniesie.
Pozdrawiam
Piotrek Siemiński